|
- No widzisz, Matyjaskowa? Stul pysk i siedź
cicho. - zdążyła jeszcze syknąć Jędrzejowa, zanim padł na nią gromiący wzrok
duchownego.
- No, a ty, synu - przy tych słowach Trąba złapał mnie pod łokieć - będziesz
tu leżał i wyobrażał sobie, że nad tobą jest już sklepienie groty. Na razie
trzeba sobie wszystko wyobrażać, bo grota jeszcze nie jest skończona, ale za
tydzień już będzie.
Ksiądz przystanął, bacznie mi się przyjrzał i nieco zdziwiony zapytał:
- A całun pan ma?
- Jaki całun?
- No, jakiś... - machnął ręką i wykonał nieokreślony gest - prześcieradło na
przykład jakieś mogłoby być. Nie przyniosłeś, synu, z domu?
Zgarbiłem się jak karcony za wybicie szyby uczniak.
- Nie przyniosłem; a poza tym w domu mam same wzorzyste, a takie nie pasują
na całun - wybrnąłem jakoś i wytłumaczyłem brak "kostiumu”.
- To nie dobrze, to nie dobrze... - mruczał ksiądz. Ale po chwili zawołał -
Zosiu, moja ty złociutka, leć no na plebanię i poproś, żeby ci tam dali
jakieś prześcieradło.
Zośka kiwnęła głową i ruszyła wolno ku bocznym drzwiom.
- Tylko białe niech będzie, a nie z tych w niebieską kratę - zawołał jeszcze
za nią. - I jak się panu podoba? - zwrócił się do mnie.
Stałem bezradny, bo nie wiedziałem: co ma mi się podobać.
- No tak, jeszcze przecież nic nie widać, bo nie ma dekoracji, a spóźnił się
pan, jak wyjaśniałem - co i jak ma wyglądać. - No więc tu będzie....
I proboszcz zaczął kolejny raz opowiadać, jak wyobraża sobie scenografię,
kto i gdzie będzie stał, siedział lub leżał i w którym momencie będzie coś
robił lub mówił. W międzyczasie przyszła Zośka z prześcieradłem i tuląc je
do brzucha, w milczeniu obserwowała księdza - reżysera. |