str. 175.

- No widzisz, Matyjaskowa? Stul pysk i siedź cicho. - zdążyła jeszcze syknąć Jędrzejowa, zanim padł na nią gromiący wzrok duchownego.
- No, a ty, synu - przy tych słowach Trąba złapał mnie pod łokieć - będziesz tu leżał i wyobrażał sobie, że nad tobą jest już sklepienie groty. Na razie trzeba sobie wszystko wyobrażać, bo grota jeszcze nie jest skończona, ale za tydzień już będzie.
  Ksiądz przystanął, bacznie mi się przyjrzał i nieco zdziwiony zapytał:
- A całun pan ma?
- Jaki całun?
- No, jakiś... - machnął ręką i wykonał nieokreślony gest - prześcieradło na przykład jakieś mogłoby być. Nie przyniosłeś, synu, z domu?
  Zgarbiłem się jak karcony za wybicie szyby uczniak.
- Nie przyniosłem; a poza tym w domu mam same wzorzyste, a takie nie pasują na całun - wybrnąłem jakoś i wytłumaczyłem brak "kostiumu”.
- To nie dobrze, to nie dobrze... - mruczał ksiądz. Ale po chwili zawołał - Zosiu, moja ty złociutka, leć no na plebanię i poproś, żeby ci tam dali jakieś prześcieradło.
  Zośka kiwnęła głową i ruszyła wolno ku bocznym drzwiom.
- Tylko białe niech będzie, a nie z tych w niebieską kratę - zawołał jeszcze za nią. - I jak się panu podoba? - zwrócił się do mnie.
  Stałem bezradny, bo nie wiedziałem: co ma mi się podobać.
- No tak, jeszcze przecież nic nie widać, bo nie ma dekoracji, a spóźnił się pan, jak wyjaśniałem - co i jak ma wyglądać. - No więc tu będzie....
  I proboszcz zaczął kolejny raz opowiadać, jak wyobraża sobie scenografię, kto i gdzie będzie stał, siedział lub leżał i w którym momencie będzie coś robił lub mówił. W międzyczasie przyszła Zośka z prześcieradłem i tuląc je do brzucha, w milczeniu obserwowała księdza - reżysera.

 

< wstecz --- dalej >