|
Kościółek - jak większość wiejskich
kościółków - był nijaki i gdybym był bardzo złośliwy, i nie lubił jakiegoś
historyka sztuki, poprosiłbym go o scharakteryzowanie stylu, w jakim był
zbudowany. W środku, na ścianach powieszono oleodrukową drogę krzyżową. W
pseudo-kryształowych flakonach łapały kurz sztuczne, plastikowe róże, a
obrazy w bocznych ołtarzach zdobiły (dużo powiedziane) kolorowe wstążki.
Tylko ławy w tym przybytku były interesujące. Przysadziste, barokowe,
sczerniałe ze starości, dębowe i z misternie rzeźbionymi ślimacznicami i
liśćmi akantu na bokach. Zawędrowały tu zapewne z jakiegoś innego kościoła.
Przycupnąłem w jednej z nich.
Wszyscy "aktorzy” (tak mi się przynajmniej wydawało) byli już na miejscu.
Ściskając w rękach zadrukowane kartki, wpatrywali się w księdza, który
szeroko gestykulując, tłumaczył im swoją wizję. Nigdy nie widziałem przy
pracy Almodovara, de Palmy, Bunuela, ani Lyncha, ani nawet Wajdy, ale
właśnie tak - jak teraźniejsze zachowanie proboszcza Trąby (szerokie gesty,
błysk w oczach, nerwowe zwracanie się do słuchaczy i jednoczesne niewidzenie
ich) - wyobrażałem sobie tych wielkich twórców kina. Trąba teraz też był
wielki.
- A, jest pan! - zauważył proboszcz.
- Tak, jestem - potwierdziłem (głupio)
- To dobrze, to dobrze.... To bardzo dobrze. - I nie zwracając już na mnie
uwagi, kończył przemówienie do reszty braci aktorskiej. - ... No więc tutaj
będzie grób. - wskazał miejsce pod pękatą amboną - A wy, drogie panie,
będziecie siedzieć tam (wskazał miejsce oddalone od ambony o dwa metry i
niczym się niewyróżniające - i będziecie biadolić.
- Tak w kucki mamy siedzieć? - Zapytała Jędrzejowa (o ile mnie pamięć nie
myli, kobiecina spotkana pierwszego dnia w sklepie). - Toż bedem wyglądać
jakbym sikała gdzie w polu! - krzyknęła - Tak w kościele nie uchodzi. |