str. 173.

  Kościółek - jak większość wiejskich kościółków - był nijaki i gdybym był bardzo złośliwy, i nie lubił jakiegoś historyka sztuki, poprosiłbym go o scharakteryzowanie stylu, w jakim był zbudowany. W środku, na ścianach powieszono oleodrukową drogę krzyżową. W pseudo-kryształowych flakonach łapały kurz sztuczne, plastikowe róże, a obrazy w bocznych ołtarzach zdobiły (dużo powiedziane) kolorowe wstążki. Tylko ławy w tym przybytku były interesujące. Przysadziste, barokowe, sczerniałe ze starości, dębowe i z misternie rzeźbionymi ślimacznicami i liśćmi akantu na bokach. Zawędrowały tu zapewne z jakiegoś innego kościoła.
  Przycupnąłem w jednej z nich.
  Wszyscy "aktorzy” (tak mi się przynajmniej wydawało) byli już na miejscu. Ściskając w rękach zadrukowane kartki, wpatrywali się w księdza, który szeroko gestykulując, tłumaczył im swoją wizję. Nigdy nie widziałem przy pracy Almodovara, de Palmy, Bunuela, ani Lyncha, ani nawet Wajdy, ale właśnie tak - jak teraźniejsze zachowanie proboszcza Trąby (szerokie gesty, błysk w oczach, nerwowe zwracanie się do słuchaczy i jednoczesne niewidzenie ich) - wyobrażałem sobie tych wielkich twórców kina. Trąba teraz też był wielki.
- A, jest pan! - zauważył proboszcz.
- Tak, jestem - potwierdziłem (głupio)
- To dobrze, to dobrze.... To bardzo dobrze. - I nie zwracając już na mnie uwagi, kończył przemówienie do reszty braci aktorskiej. - ... No więc tutaj będzie grób. - wskazał miejsce pod pękatą amboną - A wy, drogie panie, będziecie siedzieć tam (wskazał miejsce oddalone od ambony o dwa metry i niczym się niewyróżniające - i będziecie biadolić.
- Tak w kucki mamy siedzieć? - Zapytała Jędrzejowa (o ile mnie pamięć nie myli, kobiecina spotkana pierwszego dnia w sklepie). - Toż bedem wyglądać jakbym sikała gdzie w polu! - krzyknęła - Tak w kościele nie uchodzi.

 

< wstecz --- dalej >