str. 154.

jeszcze sekundę temu wszystko otulone było martwą ciszą. Nienawidzę takich wrażeń, kiedy na ułamek sekundy tracę kontrolę nad czasem, a umysł - jakby odłączony od "prądu” i działając na awaryjnym zasilaniu - produkuje jakieś cudaczne obrazy i historie. Śnienie na jawie - paskudna rzecz. Tym bardziej paskudna, gdy nachodzi człowieka zbyt często i nieoczekiwanie. Kiedyś ktoś tłumaczył mi, że takie momenty związane są z mimowolnym wstrzymywaniem oddechu i - w konsekwencji - z niedotlenieniem mózgu. Tłumaczenie całkiem logiczne, ale niezbyt pocieszające.
  Wstałem i starałem się wyłapywać jak najwięcej dźwięków i zapachów, by utwierdzić się w przekonaniu, że jestem tu i teraz. Prócz "mrówek” na ścierpniętej nodze, czułem ogromne zdenerwowanie, ale skąd się wzięło - tego nie potrafiłem wytłumaczyć. Może jakiś dobry psychoanalityk potrafiłby (tylko - broń boże - niech nie zaczyna wykładu od kwestii: "Potrzeba panu spokoju i mniej nerwowego trybu życie”), ale nie ja i nawet nie będę się na to silił; mnie to przerasta.
  Miałem przeczucie, że  w najbliższym czasie coś się stanie, ale co? Czy taka pojawiająca się na granicy snu i jawy pod jabłonią Katia, była jedynie podzwonnym lektury Dostojewskiego, czy coś wróżyła? Tfu, tfu, tfu... - odpukać w niemalowane drewno. Niech lepiej nic nie wróży!
  Powlokłem się do domu i zanim się położyłem, poprawiłem i skończyłem artykuł o Tożsamości Firmy - treściwy, chłodny, logiczny i zwięzły.

 

< wstecz --- dalej >