|
jeszcze sekundę temu wszystko otulone było
martwą ciszą. Nienawidzę takich wrażeń, kiedy na ułamek sekundy tracę
kontrolę nad czasem, a umysł - jakby odłączony od "prądu” i działając na
awaryjnym zasilaniu - produkuje jakieś cudaczne obrazy i historie. Śnienie
na jawie - paskudna rzecz. Tym bardziej paskudna, gdy nachodzi człowieka
zbyt często i nieoczekiwanie. Kiedyś ktoś tłumaczył mi, że takie momenty
związane są z mimowolnym wstrzymywaniem oddechu i - w konsekwencji - z
niedotlenieniem mózgu. Tłumaczenie całkiem logiczne, ale niezbyt
pocieszające.
Wstałem i starałem się wyłapywać jak najwięcej dźwięków i zapachów, by
utwierdzić się w przekonaniu, że jestem tu i teraz. Prócz "mrówek” na
ścierpniętej nodze, czułem ogromne zdenerwowanie, ale skąd się wzięło - tego
nie potrafiłem wytłumaczyć. Może jakiś dobry psychoanalityk potrafiłby
(tylko - broń boże - niech nie zaczyna wykładu od kwestii: "Potrzeba panu
spokoju i mniej nerwowego trybu życie”), ale nie ja i nawet nie będę się na
to silił; mnie to przerasta.
Miałem przeczucie, że w najbliższym czasie coś się stanie, ale co? Czy taka
pojawiająca się na granicy snu i jawy pod jabłonią Katia, była
jedynie podzwonnym lektury Dostojewskiego, czy coś wróżyła? Tfu, tfu, tfu...
- odpukać w niemalowane drewno. Niech lepiej nic nie wróży!
Powlokłem się do domu i zanim się położyłem, poprawiłem i skończyłem
artykuł o Tożsamości Firmy - treściwy, chłodny, logiczny i zwięzły. |